Moja pielgrzymka śladami Sound of Music: wycieczka, miejsca i przepaść między nimi
Jest taki moment podczas oryginalnej wycieczki Sound of Music, gdy przewodniczka pyta cały autokar, ile osób oglądało film więcej niż pięć razy. Większość rąk idzie w górę. Więcej niż dziesięć razy? Mniej rąk, ale więcej, niż można by się spodziewać. Z przodu siedzi kobieta — Amerykanka, gdzieś po sześćdziesiątce, w kardiganie w kolorze dokładnie takim jak alpejska łąka — która trzyma rękę uniesioną przy dwudziestu razach. Przewodniczka kiwa głową. To nie jest nietypowa wartość w tym konkretnym autokarze.
Widziałem ten film dokładnie dwa razy: raz jako dziecko, gdy mama puściła go w długie bożonarodzeniowe popołudnie, i raz w tygodniu przed tą podróżą, jako celową pracę domową. Nie jestem, w pełnym tego słowa znaczeniu, pielgrzymem. Ale jestem tu, w autokarze odjeżdżającym z Mirabellplatz o 9:30 w szary wrześniowy poranek, i płacę 55 € za ten przywilej.
Dlaczego ktokolwiek to robi
Sound of Music — film Roberta Wise’a z 1965 roku z Julie Andrews i Christopherem Plummerem — to jeden z najbardziej dochodowych filmów w historii kina, z uwzględnieniem inflacji. W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Australii i kilku innych krajach anglojęzycznych jest swego rodzaju kulturową tapetą: odziedziczoną, a nie wybraną, oglądaną ponownie, a nie odkrywaną na nowo. Dla całego pokolenia widzów dostarczył pierwszego obrazu tego, jak naprawdę wyglądają Alpy, jak brzmi austriacka muzyka, jak od środka odczuwa się barokowe miasto.
Relacja filmu z samą Austrią jest znacznie bardziej skomplikowana. Gdy po raz pierwszy wszedł do kin w Austrii w 1965 roku, radził sobie słabo i szybko zszedł z ekranów. Austriacka publiczność uznała ckliwą wersję swojej historii — okupację nazistowską sprowadzoną do tła dla rodzinnego śpiewu, Anschluss potraktowany głównie jako osobisty kryzys jednej arystokratycznej rodziny — za niepokojącą albo po prostu nieprzekonującą. Film nigdy w pełni nie odbudował tam swojej reputacji. Większość salzburczyków, z którymi rozmawiałem przez cztery dni, nie obejrzała go w całości.
Ta kulturowa asymetria sama w sobie jest warta zrozumienia, zanim zarezerwujesz autokar. Nie przyjeżdżasz do miejsca, które podziela twoją cześć dla tego filmu. Jesteś gościem niosącym emocjonalne dziedzictwo, którego miejscowi w większości nie rozpoznają. To w porządku — turystyka jest pełna takich asymetrii — ale kształtuje to doświadczenie w sposób, o którym warto wiedzieć z wyprzedzeniem.
Zorganizowana wycieczka: co naprawdę dostajesz
Firma Panorama Tours, która prowadzi oryginalną wycieczkę Sound of Music, działa sprawnie i profesjonalnie. Autokar odbiera cię z Mirabellplatz, mieści około 50 osób i pokonuje pętlę miejsc zdjęciowych, która zajmuje mniej więcej cztery godziny, wliczając w to przystanek w Hellbrunn i przejazd przez Salzkammergut w stronę Mondsee.
Przewodniczka na mojej wycieczce — energiczna, pogodna Austriaczka, która najwyraźniej wygłosiła tę samą gadkę kilka tysięcy razy, nie tracąc do niej zapału — zaczęła od drobnej orientacji, którą uznałem za przydatną: większość filmu nakręcono w Kalifornii i na planach studyjnych. Lokacje w Salzburgu i okolicach dostarczyły ujęć ustanawiających, plenerów oraz dwóch czy trzech konkretnych scen. To nie jest tajemnica, ale użytecznie reguluje oczekiwania. Nie przemierzasz całej fabuły. Odwiedzasz prawdziwe miejsca, które dostarczyły wizualnej gramatyki amerykańskiej produkcji studyjnej.
Pierwszy przystanek nie jest właściwie przy autokarze — to Ogrody Mirabell, gdzie przewodniczka prowadzi cię do słynnych schodów użytych w sekwencji Do-Re-Mi. O tym osobno. Następnie autokar przejeżdża przez Stare Miasto, mija opactwo Nonnberg na ścianie klifu nad Kajetanerplatz i kieruje się na południe ku Hellbrunn.
W Hellbrunn widzisz szklano-żelazną altanę, w której kręcono numer „Sixteen Going on Seventeen”. Konstrukcję przeniesiono tu z Leopoldskron dla dostępu turystów. Na żywo jest mniejsza niż na ekranie — większość planów filmowych taka jest — a grupa robi zdjęcia przez zamkniętą bramę (można tylko patrzeć; wejście do środka jest zabronione z powodu wcześniejszych wypadków). Same ogrody Hellbrunn są piękne i zasługują na więcej czasu, niż pozwala wycieczka. Pałac Hellbrunn, jego psotne fontanny i formalne tereny byłyby warte pół dnia na osobną wizytę.
Wycieczka kontynuuje przez Salzkammergut — Wolfgangsee widoczne z drogi, przewodniczka wskazuje, gdzie kręcono sceny pikniku — zanim wraca do Salzburga. Przystanek nad Wolfgangsee to przejazd, a nie spacer, co jest najpoważniejszym ograniczeniem wycieczki: widzisz wodę przez szybę autokaru, zamiast stać na jej brzegu. Samo jezioro, długie na 10 km, otoczone wapiennymi szczytami, jest naprawdę piękne i zasługuje na coś więcej niż 45-sekundowe spojrzenie z jadącego pojazdu.
Cztery godziny. 55 €. Czy było warto? Tak, z gwiazdką: sprawdza się najlepiej, jeśli rozumiesz to jako orientację, a nie zanurzenie. Dostajesz geografię, kolejność lokacji, pewnego siebie i kompetentnego przewodnika oraz społeczne doświadczenie przebywania wśród ludzi, którzy znają ten film znacznie lepiej niż ty. Kobieta w kardiganie w kolorze alpejskiej łąki cicho płakała w kościele w Mondsee. To dla niej nie jest neutralne doświadczenie, a obserwowanie tego samo w sobie jest czymś.
Po co wróciłem sam
Wycieczka pokazała mi mapę. Przez następne dwa dni wracałem do miejsc, które wydały mi się okrojone, i spędzałem w nich porządną ilość czasu.
Ogrody Mirabell. Byłem dwa razy: raz o 7:30 rano, raz o 18:00, gdy grupy turystyczne się przerzedziły. Ogród zaprojektowano w 1730 roku, a obrzeżony żywopłotem parter, tarasy z różami, widoki w górę na twierdzę Hohensalzburg — wszystko to jest naprawdę piękne i nie wymaga filmu jako kontekstu, by je docenić. Schody Do-Re-Mi to konkretny zestaw kamiennych stopni w pobliżu fontanny Pegaza. Rano, gdy nikogo na nich nie ma, rozumiesz, co dostrzegli twórcy: dobra geometria, mocne światło, tło klifu i twierdzy, które czytelnie sprawdza się przed kamerą.
Przewodnik po Ogrodach Mirabell opisuje pełny układ. Wersja skrócona: idź wcześnie albo wieczorem i daj im 45 minut, a nie 10. To nie tylko lokacja filmowa. To jeden z najlepszych ogrodów formalnych w austriackiej architekturze alpejskiej, który akurat wykorzystano w słynnym filmie.
Opactwo Nonnberg. Autokar wycieczkowy przejechał obok. Ja wszedłem na górę. Nonnberg to benedyktyński klasztor założony około 714 roku n.e. — jeden z najstarszych nieprzerwanie zamieszkanych domów zakonnych w świecie niemieckojęzycznym. Stoi na klifie na wschód od twierdzy Hohensalzburg, połączony ze starym miastem stromymi schodami od Kajetanerplatz. Kościół opactwa jest otwarty dla zwiedzających w wyznaczonych godzinach; krużganki nie.
Czego wycieczka nie ma czasu przekazać, to fakt, że jest to działający klasztor z około dwudziestoma siostrami, że nadal śpiewają godziny kanoniczne, a architektura na górnym tarasie — z widokiem na zachód ku twierdzy i na południe ku Alpom — jest po cichu nadzwyczajna. Związek z filmem daje ludziom powód, by wejść po schodach. Sama rzecz jest nagrodą za podjęty trud.
Mondsee. Wróciłem tam autobusem następnego ranka i spędziłem dwie godziny. Wioska leży na północnym krańcu jeziora Mondsee, około 30 km na wschód od Salzburga. Bazylika to powód, by przyjechać, ale wioska jest miła sama w sobie — nadjeziorny pas kawiarni i domów, woda wyraźnie zimna i bardzo niebieska.
Wnętrze kościoła o 9:00 w dzień powszedni, bez grupy turystycznej, jest inne. Barokowa dekoracja — pozłacane ołtarze, freski na suficie, rzeźbione drewniane ławki — jest wystawna w sposób, który filmowa sekwencja ślubu skutecznie wykorzystuje. Można przejść całą długość nawy, stanąć z tyłu, gdzie staliby goście, spojrzeć ku ołtarzowi, przy którym odbyła się ceremonia. To jeden z momentów tej konkretnej pielgrzymki, gdy filmowe wspomnienie i fizyczna rzeczywistość siedzą obok siebie wygodnie, zamiast ciągnąć w przeciwne strony.
Wolfgangsee. Nie dotarłem do konkretnego brzegu ze sceny pikniku, częściowo dlatego, że dokładna lokalizacja nie jest oznaczona ani nagłaśniana, a częściowo dlatego, że Wolfgangsee jest duże, a samo jezioro liczy się bardziej niż jakikolwiek jego konkretny metr. St. Wolfgang ma wioskę na południowym brzegu z połączeniami łodziami, szlakami pieszymi i słynnym hotelem Weisses Rössl, który wyprzedza film o dziesięciolecia. Doszedłem do brzegu jeziora, usiadłem na drewnianym pomoście na dwadzieścia minut i patrzyłem na Schafberg wznoszący się nad wschodnim brzegiem. Krajobraz Salzkammergut, w tej odległości od Salzburga, sprawia wrażenie naprawdę oddzielonego od turystycznego miasta — cichszego, mniej zapośredniczonego, po prostu bardziej alpejskiego.
Problem Leopoldskron
Pałac Leopoldskron — plener użyty jako dom rodziny von Trapp w filmie — to własność prywatna. Funkcjonuje jako hotel i centrum konferencyjne (hotel Schloss Leopoldskron). Do fasady wychodzącej na jezioro można podejść publiczną ścieżką wzdłuż Leopoldskronwasser i stamtąd budynek jest widoczny po drugiej stronie ozdobnego jeziora: rokokowy, biały, z odbiciem w nieruchomej wodzie, górami w tle. Jest bardzo piękny. Jest też naprawdę niedostępny poza tym widokiem.
Zorganizowana wycieczka obejmuje przejazd i krótki przystanek w punkcie widokowym. Czego nie może zrobić, to przybliżyć cię. Rozczarowanie, które niektórzy odwiedzający tu odczuwają, warto odnotować: ten konkretny plener to najsłynniejszy zewnętrzny obraz w filmie i jednocześnie ten, z którym możesz wejść w najmniejszą interakcję. Wcześniejsze ułożenie sobie oczekiwań pomaga. Widok z publicznej ścieżki jest wart zobaczenia. Po prostu wiedz, że to widok zza bramy, a nie wejście do filmowej lokacji.
Austriacka relacja
Zapytałem kilka osób — kelnera, kobietę w browarze Augustiner, mężczyznę sprzedającego gazety w pobliżu Starego Miasta — o ten film. Odpowiedzi były spójne: uprzejme przyznanie, że ma znaczenie dla odwiedzających, łagodne zdziwienie intensywnością przywiązania, ogólne poczucie, że wersja Austrii przedstawiona w filmie to amerykańska projekcja z lat 60., a nie cokolwiek, co rozpoznają jako własną historię.
Przewodnik Sound of Music na własną rękę jest przydatny dla ludzi, którzy chcą lokacji bez doświadczenia autokarowego. Porównanie wycieczek warto przeczytać przed wyborem między opcjami zorganizowanymi. Moja szczera opinia: wycieczka jest lepszym pierwszym wyborem, nie dlatego, że jest lepsza niż wyprawa na własną rękę, ale dlatego, że kontekst przewodniczki — podany na żywo, w grupie ludzi, którzy dzielą twoje zaangażowanie w materiał — dodaje coś, czego mapa i samotny spacer nie potrafią w pełni odtworzyć.
Czym właściwie jest ta pielgrzymka
W kościele w Mondsee, pod koniec mojej drugiej wizyty, usiadłem w ławce z tyłu i próbowałem zrozumieć, co właściwie tam robię. Nie jestem fanem w pełnym zaangażowanym sensie. Nie dorastałem z tym filmem jako tekstem formacyjnym. A jednak spędziłem części trzech dni, celowo przemieszczając się między miejscami uświęconymi przez 55-letni hollywoodzki musical, i uznałem to — naprawdę, bez ironii — za wartościowe.
Sądzę, że powód jest taki: film jest nośnikiem emocjonalnej relacji z konkretnym krajobrazem. Alpy, barokowe miasto, jeziora, światło. Ludzie, którzy oglądali go jako dzieci, wchłonęli te obrazy jako wzorzec tego, jak piękno wygląda w określonym rejestrze. Przyjazd tutaj to sposób na sprawdzenie, czy oryginał — prawdziwa rzecz — pasuje do wzorca. Dla kościoła w Mondsee pasuje. Dla Nonnberg go przewyższa. Dla Wolfgangsee przewyższa go znacznie. Dla Leopoldskron lekko rozczarowuje, bo brama stoi na drodze.
Przepaść między filmem a miejscami nie jest problemem. Jest sednem. Miejsca istniały przed filmem i przetrwają go. To, co zrobił film, to wysłanie pewnego rodzaju odwiedzającego w pewnym kierunku, a kierunek okazuje się dobry.
Kobieta w kardiganie w kolorze alpejskiej łąki pewnie już to wiedziała.